Temat jest bardzo delikatny, bo z jednej strony, każdy chciałby mieć dziecko zdrowe, piękne, zdolne do wszystkiego, a z drugiej strony, niepełnosprawny też ma prawo do szczęścia, do normalnego życia, do życia w rodzinie, do bycia chcianym i kochanym.
Nie można jednoznacznie stwierdzić, czy Polacy są zdolni do adopcji niepełnosprawnych, gdyż pisząc że nie, obraziłoby to osoby, które z miłością i pełnym szacunkiem zaadoptowały dzieci specjalnej troski, nie licząc na żadne korzyści. A są takie osoby. Są.
Owszem, wymaga to pewnego poświęcenia i wyrzeczeń, jednak dziecko potrafi na swój sposób odpłacić się wdzięcznością i miłością. Z wielkim szacunkiem chylę głowy, ku tym rodzicom, którzy zdecydowali się zaadoptować niepełnosprawne dziecko, wraz ze wszystkimi konsekwencjami, jakie takie działanie niesie ze sobą.
Dziecko zdrowe to skarb, jednak i takie dzieci są porzucane. Jeśli jest maleństwem, ma duże szanse na to, aby znaleźć szybko rodzinę adopcyjną. Szkoda jednak, że tak niechętnie adoptujemy zdrowe dzieci, starsze. Nastolatków, bo – jak to powiadają – nie wiadomo co się trafi… A co ma się trafić? Człowiek, często nieufny i zbuntowany, który nie może odbudować zaufania wobec drugiego człowieka, no bo jak ma odbudować, skoro tyle razy to zaufanie nadszarpnięto?
